Dobrze wykorzystana szansa

Dobrze wykorzystana szansa

Wybór odpowiedniego materiału genetycznego, dostosowanego do posiadanych warunków środowiskowych, ale przede wszystkim możliwości produkcyjnych, jest zawsze przyczyną rozterek i dylematów wielu hodowców. Z kolei firmy genetyczne mają trudne zadanie – ich produkty nie tylko muszą spełniać kryteria najwyższej jakości, ale także, biorąc pod uwagę wieloletnią perspektywę, przekonać wymagających hodowców.

Kryteria oceny przez hodowców są różne – dla jednych, zwłaszcza tych, którzy są jednocześnie właścicielami zakładów mięsnych, najważniejszym elementem jest jakość surowca i technologiczne możliwości jego przerobu. Dla drugich cena zakupu loszek lub miejsce ich pochodzenia. Jeszcze dla innych warunkiem koniecznym podjęcia ostatecznej decyzji jest plenność loch. Czasem trudno oprzeć się wrażeniu, iż niemałą rolę odgrywa również… moda na daną genetykę.
Poniżej przedstawiamy sylwetki dwóch młodych, prężnie i z prawdziwą pasją działających hodowców, którzy wyboru genetyki do swoich hodowli dokonali sami, praktycznie bez udziału i konsultacji z przedstawicielami firm hodowlanych.

Jednym z nich jest pan Łukasz Tekieli z miejscowości Borszyn Wielki w województwie dolnośląskim, w powiecie górowskim. W roku 2006 ukończył wydział rolny na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Dotychczas jego kontakt z produkcją w rodzinnym gospodarstwie był bardzo ograniczony, ale po skończeniu studiów postanowił zająć się na serio produkcją trzody chlewnej.

Do tego czasu było to niewielkie, wielokierunkowe gospodarstwo rolne, przekazywane z ojca na syna. Do roku 2008 użytkowano tutaj zwierzęta krajowych, tzw. białych ras: polskiej białej zwisłouchej i wielkiej białej polskiej. Stado podstawowe liczyło wówczas nieco ponad 80 sztuk.
Krótko po ukończeniu nauki pan Łukasz wyjechał na szkolenie do Holandii. Tam właśnie po raz pierwszy spotkał się z firmą Topigs. Mając już wcześniejsze doświadczenia z jedną z firm genetycznych, funkcjonujących od kilku lat na polskim rynku, zdecydował się dokonać wymiany stada na zwierzęta z Holandii.

Pierwsze loszki remontowe, które trafiły do gospodarstwa w Borszynie, były zwierzętami z linii Topigs 20. Zdecydował się właśnie na nie, ponieważ charakteryzują się wysoką płodnością, bardzo licznymi miotami oraz dużą troskliwością i opiekuńczością. Są to samice bardzo spokojne i samodzielne. Rodzące się po takich matkach prosięta są pełne wigoru, szybko rosną i doskonale wykorzystują paszę. Liczące obecnie ponad 100 sztuk stado w całości jest inseminowane nasieniem knurów Talent oraz Norsvin Duroc, roczny remont stada kształtuje się na poziomie 35 – 40%.

Pan Łukasz z perspektywy kilkuletniego własnego doświadczenia z genetyką firmy Topigs (dziś Topigs Norsvin) stwierdza, iż te cechy charakterystyczne loch są jakby stworzone na potrzeby jego hodowli. Do największych zalet użytkowanych zwierząt zalicza spokojne zachowanie i całkowity brak agresji samic. Cechy te są nieocenione, zwłaszcza podczas łatwych i niewymagających pomocy człowieka porodów. Niespotykana opiekuńczość i mleczność matek przy bardzo licznych miotach sprawia, iż nie ma potrzeby korzystania z pomocy tzw. mamek. Spokój i bezproblemowe zachowania loch, w połączeniu z bardzo mocnymi nogami, ułatwiają eksploatację tych zwierząt w systemie stacji paszowych. Zalety loch mają także duże
znaczenie praktyczne, bowiem w gospodarstwie pracują tylko trzy osoby: pan Łukasz wraz z rodzicami.
W najbliższej przyszłości w hodowli planowana jest radykalna poprawa struktury wiekowej i bioasekuracji stada, a w perspektywie również powiększenie hodowli do ok. 250 loch.
W podsumowaniu kilkuletniej współpracy hodowca stwierdza, że gdyby dzisiaj musiał zdecydować o wyborze materiału hodowlanego, ponownie wybrałby Topigs Norsvin. – To zwierzęta o olbrzymim potencjale genetycznym i produkcyjnym, i niemal zupełnie bezproblemowe w codziennym użytkowaniu – mówi pan Łukasz.

Pan Sebastian Balant z miejscowości Węgleniec w powiecie jędrzejowskim, w województwie świętokrzyskim, to również młody hodowca, który do swojego działania podchodzi z ogromną pasją, zamiłowaniem i co najważniejsze – optymizmem. Zarówno wybudowaną przed paroma laty fermę, jak i całe gospodarstwo, otacza wszechobecny ład i porządek.
Wszystkie zwierzęta są we właściwej kondycji, spokojne, niemal nie reagują na wejście człowieka do ich pomieszczeń. Najedzone odpoczywają – chciałoby się rzec – szczęśliwe świnie, ich prosięta i warchlaki są pełne wigoru i temperamentu. Wynikami osiąganymi w tych właśnie grupach hodowca naprawdę może się chwalić: masa urodzeniowa prosiąt na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy wynosi od 1,3 do 1,6 kg. Prosięta odsadzane są w 27-28 dniu, w liczbie prawie 13 sztuk od lochy przy odsadzeniowej masie ciała ok. 8 kg, a różnica pomiędzy liczbą urodzonych i odsadzonych od loch prosiąt jest niewielka.

Początki gospodarstwa w Węgleńcu sięgają przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Wtedy to ojciec Sebastiana, pan Bogdan Balant, gospodarował tu na kilkunastu hektarach prowadząc niewielką hodowlę gęsi. Produkcja roślinna ukierunkowana była wówczas na uprawę ziemniaków. Później przyszła kolej na tucz pochodzących z zakupu warchlaków. Jeszcze przed kilkoma laty pan Sebastian nie planował pozostania na gospodarstwie. Stało się jednak inaczej i po ukończeniu liceum podjął naukę w technikum rolniczym. Wtedy też postanowił zająć się profesjonalnie produkcją trzody chlewnej. Pojawiły się wówczas również okoliczności sprzyjające planom młodego hodowcy. Część ziemi otrzymał od ojca, część dokupił od przechodzących na rentę strukturalną sąsiadów. Pan Balant postanowił także skorzystać ze środków unijnych na wyposażenie swojego gospodarstwa w niezbędny do produkcji roślinnej i zwierzęcej sprzęt zmechanizowany. W roku 2011 powstała nowa, doskonale wyposażona chlewnia, spełniającą wszystkie wymagania w zakresie produkcji zwierzęcej i gwarantująca dobrostan hodowanym tutaj zwierzętom.

Jedną z trudniejszych była decyzja o wyborze genetyki przyszłego stada. Ostatecznie pan Sebastian wybrał holenderską firmę Topigs (dziś Topigs Norsvin). Udział w tej decyzji miał także zaprzyjaźniony z hodowcą i obsługujący jego hodowlę lekarz weterynarii, który zarekomendował mu to właśnie rozwiązanie. Z perspektywy kilku lat pan Sebastian jest bardzo zadowolony z wyboru, ponieważ – jak sam określa – są to bardzo „wdzięczne” w obsłudze i codziennym funkcjonowaniu zwierzęta. – Dzięki temu mogę sam obsługiwać liczące ponad 100 loch stado, jedynie od czasu do czasu pomaga mi żona – dodaje.
Stado podstawowe jest w całości inseminowane nasieniem tej samej genetyki, dostarczanym przez współpracującą
z Topigs Norsvin dedykowaną stacją w Skwierzynie. – Skuteczność oproszeń od wielu miesięcy nie jest mniejsza niż 95%
– podkreśla pan Sebastian – a wszystkie grupy technologiczne są niewymagające w aspekcie poświęcanego im czasu i w zasadzie bezproblemowe.

Podsumowując, termin „loch bezobsługowych” narodził się w żargonie hodowlanym po kilku latach doświadczeń z genetyką Topigs Norsvin i jest on chętnie stosowany przez hodowców, którzy – podobnie jak panowie Łukasz Tekieli i Sebastian Balant – zdecydowali się na współpracę z tą właśnie firmą. Jest to specyficzna cecha loch holendersko-norweskiej genetyki, dzięki której znacząco zmniejsza się konieczność ingerencji i obsługi przez człowieka. A to istotna przewaga zarówno w przypadku mniejszych, rodzinnych hodowli, jak i największych graczy.

Więcej nowości